12 / 02 / 19

Ciąg dalszy pierwszych rajskich wakacji – urlop na Krecie (Opuszczony Hotel):

Udostępnij

Opuszczony hotel (Alexandros Beach Hotel)

Drugiego dnia naszego urlopu na Krecie, postanowiliśmy wstać absurdalnie wcześnie, aby podziwiać wschód słońca. Ostatecznie okazało się, że zamiast pięknego wschodu słońca będącego nagrodą za tak wczesną pobudkę, zobaczyliśmy chmury i morze. W sumie od samego przylotu słońce nas unikało, a jak na ironię wylecieliśmy z zimnej Polski szukać ciepła.

Kiedy już pogodziliśmy się z niefotogenicznym wschodem słońca, postanowiliśmy iść na śniadanie. Po śniadaniu mieliśmy zaplanowane spotkanie z rezydentką biura podróży, z którego usług korzystaliśmy. Na niemal godzinnym spotkaniu Pani opowiadała nam o atrakcjach Krety, pobliskim jeziorze Kournas, okolicznej ludności, oraz o miejscowych środkach komunikacji. Jak tylko spotkanie dobiegło końca wybraliśmy się na spacer wzdłuż wybrzeża. Chcieliśmy lepiej poznać okolicę naszego ośrodka wypoczynkowego. Po drodze mijaliśmy dużą ilość miejscowych zabudowań, ogrodzone stada owiec, a także puste wieże ratowników wodnych.

 

Dotarliśmy do miejsca, gdzie większość turystów cofała się z powodu braku dalszego przejścia linią brzegową. W tym momencie zamiast zawrócić, zwróciliśmy uwagę na mały budynek z powybijanymi szybami. Widok tak nas zafascynował, że nie zważając na czerwono-białe taśmy wtargnęliśmy na teren (nie zachęcamy do powielania tego typu sportu). Wejście do budynku usłane było dużą ilością końskiego łajna. Prawdopodobnie miało to służyć jako druga zapora przeciw ewentualnym śmiałkom, których nie zraziła czerwono-biała taśma.

W środku małego pomarańczowego budynku znajdowały się jedynie puste regały i półki. Zachęceni udaliśmy się na dalszą eksplorację terenu, ponieważ budynek okazał się tylko częścią kompleksu wypoczynkowego. Ośrodek sprawiał wrażenie kompletnie opuszczonego, był to wręcz postapokaliptyczny obraz. Pierwsze na co natknęliśmy się zaraz za małym czerwonym budynkiem, był to basen. Nieopodal basenu znajdowały się mini trybuny ze sceną. Mimo obecnie fatalnego stanu, łatwo było sobie wyobrazić luksus i przepych, jakim hotel wyróżniał się za czasów swojej świetności. Basen przecięty był mostkiem prowadzącym do sztucznej wysepki, na której rosła palma- obecnie uschnięta i połamana. Woda w basenie była prawdopodobnie zebraną deszczówką, bynajmniej nie zachęcała do kąpieli. Budynki, w których kiedyś nocowali goście ośrodka, były teraz brudne i zaniedbane. Jednak spod warstw brudu było widać śnieżnobiałą farbę i niebieskie okiennice. Typowa charakterystyczna grecka zabudowa. Gdzieniegdzie drzwi balkonowe były otwarte na oścież, a we wnętrzu można było dostrzec część wyposażenia pokoju, np. telewizor.

Ośrodek okazał się olbrzymi, otaczała go bardzo duża ilość alejek, które strzeżone były przez palmy. Palmy te, w dalszym ciągu okazałe i rozłożyste, sprawiały wrażenie strażników. Przebywanie na terenie tego opuszczonego kompleksu, sprawiało że człowiek miał dziwne wrażenie odosobnienia tego miejsca. Tak jakbyśmy przenieśli się do jakiejś innej krainy, gdzie nawet nie było słychać szumu fal morskich rozbijających się o brzeg. Duża ilość gęstych palm skutecznie tłumiła wszelkie hałasy z zewnątrz. Gdzieniegdzie w gąszczu traw i krzaków, tkwiły akcesoria sportów wodnych, takie jak skutery, łódki. Przyznaję, że kilka razy spodziewaliśmy się, że jakiś uzbrojony grek wyskoczy skądś i zacznie strzelać, na szczęście ominęła nas ta wątpliwa przyjemność.

 

Pegaz w gęstwinie

W pewnym momencie pomiędzy palmami dostrzegliśmy coś, co sprawiło, że obydwoje myśleliśmy iż mamy halucynacje. Między gęstwiną palm, traw i krzaków dostrzegliśmy nagle śnieżnobiałego konia. Pomijając sam fakt, słabego zabezpieczenia całego terenu, cała otoczka zaniedbanego miejsca nie sprzyjała trzymaniu w tym miejscu jakichkolwiek zwierząt. Kiedy przyjrzałam się mu bliżej, mogłam policzyć jego wszystkie żebra… Gdzieś w środku coś we mnie pękło, była to wielka czara pełna współczucia dla żywego stworzenia. Koń nie zważając na nas, zajadał się suchymi liśćmi palmy.

Niewiele myśląc, z cały moim naiwno-optymistycznym podejściem do świata, zaczęłam cmokać do niego. Do dziś nie mam pojęcia co mi strzeliło do łba, w każdym razie na pewno nie spodziewałam się jakiejkolwiek reakcji z jego strony. Tymczasem, jak tylko koń usłyszał moje cmokanie zaczął zmierzać w moim kierunku. Zarówno ja, jak i Cezary byliśmy tym bardzo zdziwieni, i nic nie podejrzewając czekaliśmy na reakcje.

W wieku gimnazjalnym brałam lekcje jazdy konnej, stąd posiadam podstawową wiedzę w zakresie koni i tego w jaki sposób z nimi postępować. Z racji tego, że koń znajdował się na podwyższeniu, przed samym spadkiem przystanął, a ja wyciągnęłam do niego płasko dłoń, aby poznał mój zapach, oraz aby zobaczyć jak zareaguje. Koń spokojnie zbliżył pysk do mojej wyciągniętej dłoni (do dzisiaj nie wiem czy była to kwestia dawnego przyzwyczajenia, czy po prostu chciał sprawdzić czy jestem znajomą osobą). W każdym razie w momencie kiedy już niemal dotykał mojej dłoni, przewidziałam nagłą chęć ataku, może nawet odgryzienia kończyny. Jego szczęki kłapnęły w powietrzu, tam gdzie przed chwilą była moja ręka, a koń zerkał na mnie złowrogim spojrzeniem z położonymi po sobie uszami. Wszystko działo się tak szybko, że przyznaję trochę mnie sparaliżowało. Zaraz po próbie ugryzienia, skubaniec zebrał się do zeskoku z tego murka, i zaczął w naszą stronę szarżować, przednie kopyta unosząc w górę i napierając. Nie wiem w sumie jakby się to skończyło, gdyby nie przytomność umysłu Cezarego, szybko odciągnął mnie na bok, na podwyższony murek obok, i zasłonił mnie własnym ciałem. Podkreślam tutaj, że nie wszyscy superbohaterowie noszą peleryny, niektórzy z nich mylą Twoją odżywkę z szamponem, i zabierają Ci w nocy kołdrę, żeby ostatecznie uratować Ci życie. W międzyczasie skaleczyłam się w nogę o jakieś wystające żelastwo (taki fart, skoro koń mnie nie zabił, to tężec to chętnie zrobi). Tymczasem koń stanął przed murkiem i zastanawiał się czy warto nas zabić, czy jeszcze nie. Chwilę to trwało. Staliśmy niezdecydowani na ucieczkę, natomiast on niezdecydowany, aby atakować. Wymienialiśmy tak spojrzenia. W końcu napastnik odpuścił i powoli wycofał się wgłąb ośrodka, zamierzając alejką otoczoną palmami. Mimo ulgi, kiedy dostrzegłam jego chód, wyginające się nogi, rozlazłe kopyta czułam wielki smutek. Nie wiem kto doprowadził go do takiego stanu, ale bardzo nad tym ubolewałam, w sumie do tej pory ubolewam.

W tamtej chwili jednak postanowiliśmy porzucić dalszą eksplorację terenu i udać się do naszego pierwotnego ośrodka. Najgorsze w całej sytuacji było to, że opuszczony kompleks sąsiadował z innym działającym ośrodkiem. Z tarasu tego ośrodka zarówno obsługa jak i goście hotelu na pewno widzieli zwierze, niestety nie sądzę, aby ktokolwiek z nich zareagował. Ja osobiście nie mogłabym cieszyć się urlopem, oglądając ze swojego tarasu hotelowego chodzące cierpienie i nie reagując w tej sytuacji.

Mobilizacja sił i powrót do opuszczonego ośrodka

Mimo całej dawki stresu jakiej zostaliśmy poddani, wracając do naszego noclegu, jedyne o czym myśleliśmy, to kogo powiadomić o całej sprawie. Zastanawialiśmy się, czy na Krecie działa jakaś fundacja zajmująca się skrajnymi przypadkami w kwestii ochrony zwierząt. Postanowiliśmy najpierw porozmawiać z obsługą naszego hotelu. Jak tylko wróciliśmy do hotelu, poszliśmy do recepcji, aby dowiedzieć się czegoś o właścicielu opuszczonego ośrodka. Początkowo ciężko nam było porozumieć się z naszą recepcjonistką, która zrozumiała że szukamy po prostu stadniny koni. Po dłuższym czasie opisu i pokazywania zdjęć w aparacie, recepcjonistka stwierdziła, że prawdopodobnie właściciel zamkniętego ośrodka zapomniał zabrać konia. Samego właściciela określiła w ten sposób: „Ten człowiek własnej głowy by zapomniał”. Zależało nam jednak, aby ktoś zainterweniował w tej sprawie. Dogadaliśmy się z recepcjonistką (która była też córką Pani manager naszego hotelu), że oni spróbują dodzwonić się do fundacji, w celu zgłoszenia. Ja natomiast zapytałam, czy jest jakieś miejsce, gdzie można kupić większą ilość warzyw hurtowo. Do czasu końca naszego urlopu, chciałam trochę dokarmić biedaka. Akurat w tym momencie przyszła Pani manager, i po wyjaśnieniu całej sytuacji przez córkę, powiedziała że zbierze trochę warzyw i resztek dla konia. Miały one zostać zaniesione przez jednego z chłopców kuchennych, który mijał opuszczony ośrodek w drodze do domu. Z reguły wolę sama coś zrobić, aby mieć pewność że zostało to należycie wykonane. Dlatego, możecie uznać tu nas za wariatów, postanowiliśmy zgłosić się, że to my wrócimy do ośrodka z jedzeniem. Recepcjonistka, która usłyszała całą historię, łącznie z atakiem, zrobiła wielkie oczy i zapytała tylko „Are you sure?”, my przytaknęliśmy i wszystko było już ustalone. Po obiedzie otrzymaliśmy duży wór z żywnością, z którym zakradliśmy się ponownie do ośrodka. Tym razem nie wchodziliśmy od razu na teren, ponieważ koń był bardzo blisko. Jak tylko oddalił się na chwilę, to Cezary sprintem podbiegł za czerwony budynek, wysypał szybko wór i wrócił z powrotem. Obserwowaliśmy jak koń podchodzi i zjada wszystko łapczywie, poczuliśmy lekki spokój w duchu, że chociaż tego dnia będzie najedzony.

Tymczasem manager hotelu zapewniła, że codziennie będzie oddelegowywać chłopaka z jedzeniem dla tego konia. W międzyczasie próbowała też, skontaktować się telefonicznie z fundacją. Udało jej się dodzwonić przedostatniego dnia, poinformowano ją, że na miejsce został wysłany ktoś z fundacji, aby zbadać sprawę. Zanim się o tym dowiedzieliśmy, chcieliśmy zanieść zakupione w sklepie jabłka, jednak spłoszył nas samochód, który dostrzegliśmy na terenie ośrodka. Z tego też powodu jak tylko zostawiliśmy jabłka, oddaliliśmy się, aby nie wzbudzać podejrzeń. Myślę, że nikt podczas urlopu nie chciałby zostać oskarżony o włamanie lub wtargnięcie.

Historia smutnego konia

Wielokrotnie próbowałam porozumieć się z fundacją na własną rękę, aby dowiedzieć się czegoś o koniu. Jedna z greckich fundacji powiedziała, że na miejsce oddelegowany był weterynarz z policją i zbadano konia, stwierdzając że jest w dobrym stanie.. Ciężko było mi w to uwierzyć, ponieważ mam nagrania z tego, że ledwo chodził. Niestety nie byłam w stanie zrobić więcej, niektóre polskie fundacje wyśmiewały mnie za troskę o konia w innym kraju, wyliczając mi przy tym koszty jakie poniosłyby za sprowadzenie konia do Polski. W mojej głowie na pewno zostanie ostatnia wizyta, kiedy zanieśliśmy mu jabłka. Było to ostatniego dnia przed wylotem. Jak tylko zostawiliśmy jabłka, oddaliliśmy się z powrotem w stronę naszego hotelu, żeby zdążyć się spakować. Kiedy odwróciłam się w tamtą stronę, zobaczyłam, że on tam stał, przy ogrodzeniu. Patrzył na nas z daleka, strzygł uszami. Był to jedyny raz kiedy widziałam go od strony plaży, na ogół od tej strony był niewidoczny i ukrywał się w głębi. Tym razem wyszedł tam i miał bardzo smutne spojrzenie, wręcz przeszywające. Tak jakby patrzył na nas dziękując za to jedzenie, którego może nie było dużo, a które mogło dużo zmienić dla niego, oraz za zainteresowanie. Zarazem czułam, że się żegna, i nawet wybaczyłam mu chęć odgryzienia mojej ręki. Może spośród takiej ilości złych ludzi, ciężko mu było uwierzyć że trafiło się dwóch dobrych wariatów, którym nie był obojętny. Z informacji, które ostatnio uzyskałam wiem, że w miejscu opuszczonego ośrodka, ma zostać otworzony nowy. Niestety nie udało mi się dowiedzieć, co się stało z naszym pegazem. Chciałabym wierzyć, że jego życie całkiem się zmieniło, na ten moment jednak, nie mogę tego w żaden sposób zweryfikować.

Zdjęcia opuszczonego hotelu za czasów jego świetności

 

 

Filmik podsumowujący nasz urlop na Krecie:  bit.ly/2S121Qe

Zdarzało Wam się kiedyś zapędzić w jakieś opuszczone miejsce?

Udostępnij

Skomentuj wpis

2 thoughts on “Ciąg dalszy pierwszych rajskich wakacji – urlop na Krecie (Opuszczony Hotel):

    1. Na żywo robił jeszcze lepsze wrażenie 🙂 teraz to już tylko zdjęcia i wspomnienia.
      Z jednej strony dobrze, że więcej ludzi tam nie trafiło, myślę że koń mógłby się stresować niepotrzebnie, a pewnie niewiele ludzi szło by tam z chęcią pomocy mu..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *