12 / 04 / 19

Chania – wenecka perła Krety

Udostępnij

Weneckie miasto wśród greckich klimatów

Ze wszystkich określeń Chanii, najbardziej może dziwić nazywanie tego miasta weneckim. Zważywszy na położenie na największej wyspie greckiej, może to faktycznie wprowadzać pewien zamęt. W tym momencie historia spotyka się ze współczesnością. Chania bowiem, jest niczym innym jak miastem-portem weneckim z dawnych lat.

Kiedy wenecjanie podbili wyspę, założyli miasto w miejscu starożytnego osiedla. Były to korzenie ówczesnej Chanii. Spacerując uliczkami, nietrudno zauważyć charakterystyczne elementy architektury weneckiej, a także tureckiej (przez pewien czas Chania należała do turków). Jednakże te elementy, możemy traktować jedynie jako ramy obrazu, wszakże płótno stanowi rytm życia greckich mieszkańców, ich gościnność, energia i radość życia.

 

Jak dotrzeć do Chanii?

Jeżeli martwicie się, że nie będziecie mogli dotrzeć do Chanii z innych  miejsc wyspy, nic bardzo mylnego. Jak już wspomniałam we wcześniejszych postach, na wyspie dobrze rozwinięty jest transport publiczny. Dojechaliśmy do Chanii autobusem zatrzymującym się na przystanku obok naszego hotelu. Oby Was nie zmyliło, kiedy na autobusie zobaczycie napis „Χανιά”, a nie Chania. Oznacza to dokładnie to samo miasto.

Chania – port wenecki

Charakterystyczną częścią Chanii jestprzynależący port wenecki. Port ten ma kształt półkola, zwieńczonego z jednej strony imponującą latarnią morską, którą można dostrzec niemal z każdej części miasta.

Zwiedzanie Chanii

Chania tętni życiem. Oprócz dużej ilości turystów, jest tam też duża ilość mieszkańców. Po wyjściu z autobusu, trzeba uważać, aby nie pochłonął nas ten miejski zgiełk. Oprócz tłumów, panuje tam również gęsty ruch uliczny. Przechodząc przez przejście lepiej mieć się na baczności. Szaleni greccy kierowcy, jak już wspomniałam, jeżdżą bardzo specyficznie i brawurowo. Zwiedzanie rozpoczęliśmy od przejścia deptakiem, na którym znajdowała się duża ilość straganów oferujących pamiątki, lub wszelkiego rodzaju greckie wyroby. Po drodze zahaczyliśmy o targ miejski, można tam znaleźć różne greckie przysmaki, w tym świeże ryby.

Kiedy doszliśmy do portu, tradycyjnie z każdej strony nagabywano nas, abyśmy wstąpili, do którejś z restauracji. Ostatecznie wygrał śmieszny Pan, który mówił na nas „Państwo Polskie”, i potrafił już z daleka rozpoznać większość narodowości, nie słysząc nawet dialogów. Pokazuje to, że mieszkając w jakimś kraju, w jakiś charakterystyczny sposób często się wyróżniamy w tłumie (bynajmniej żadne z nas nie miało skarpet i sandałów :P). Kawka z widokiem na zatokę portową to jest coś wspaniałego, dodatkowo wśród miejskiego gwaru Chanii!

Na zachód od portu

Nieco na zachód od portu znaleźliśmy super miejscówkę. Jak zwykle zeszliśmy z turystycznego szlaku. Dojście do tego miejsca poprzedzone było ogrodzeniem i dziwnymi dokami, w których pozostawione rzeczy przypominały na myśli miejscówkę do spania dla bezdomnych. Mimo wszystko warto było przedostać się na ten teren, w morskiej części znajdował się betonowy pomost, o który energicznie uderzały fale. Przy okazji można było się nieco schłodzić przy panującym tego dnia upale.

Muzeum morskie w Chanii

Po przejściu całego miasta wszerz, udaliśmy się do muzeum morskiego. Wstęp do muzeum kosztował 4€. W muzeum znajdują się eksponaty oraz informację na temat starożytnej historii Krety, modele okrętów, łodzi oraz sprzętu wykorzystywanego na nich, eksponaty z morskiej fauny i flory, a także pokój z pełnym wyposażeniem, stylizowany na łódź podwodną. Myślę, że każdy znajdzie w tym muzeum coś dla siebie. Osobiście podobała mi się ilość prawdziwych eksponatów.

Po wyjściu z muzeum, udaliśmy się na mały rejs łodzią z częściowo szklanym dnem. Cena za rejs wynosiła około 10€ od osoby. Po drodze Pan sterujący łodzią pokazywał nam małą wysepkę, na której niegdyś odseparowani byli trędowaci. Zwieńczeniem rejsu był pokaz, który polegał na tym, że rybki morskie reagowały na ruchy rąk naszego nurkującego przewodnika. Można to nazwać swego rodzaju wodnym tańcem z rybami.

Pizza w Chanii

Kiedy wracaliśmy do portu, byliśmy głodni jak wilki. Zadecydowaliśmy, aby zjeść pizze w jednej z portowych pizzerii, bardzo nie ufaliśmy innym potrawom mięsnym, zważywszy na nasze doświadczenia hotelowe. Grecy często w swojej kuchni wykorzystują baraninę, która ma dość specyficzny smak. Pizza kosztowała nas 10 euro, i miała około 25 cm. Nie była to pizza bogata w składniki, ot zwykły placek z szynką i serem, jednak w tamtej chwili liczyło się tylko, aby cokolwiek zjeść.

Wieczór w Chanii

Delikatnie podświetlone miasto przez promienie zachodzącego słońca, nadawały mu mistycyzmu i pięknie podkreślały rysy zabudowań. O ile już wcześniej zakochałam się w Chanii, o tyle teraz kompletnie skradła moją duszę. Piękno tego miasta jest nie do opisania, trzeba je koniecznie zobaczyć własnymi oczami i serdecznie Was do tego zachęcam! Uprzedzam tylko, że już po zachodzie słońca w październiku, mimo w dzień panującego upału, wieczorem jest bardzo zimno.  Mimo wszystko wieczorny chłód rekompensuje widok klimatycznych uliczek Chanii, delikatnie podświetlonych sztucznym światłem. Zapewniam, że wieczorami jest to bardzo nastrojowe miejsce!

Filmik podsumowujący nasz urlop na Krecie:  bit.ly/2S121Qe

Udostępnij

Skomentuj wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *